JoomlaStats Activation
- Ąśram - wakacje z medytacją.
- Jesienna Poezja - sardyński likier z jagód
- Parowozy dymiące historią.
- Exploseum. Wybuchowa historia Bydgoszczy.
- Będomin Batalia Napoleońska 2011
- Jeep safari
- Mój pierwszy raz w Turcji
- Jachcice. Historia pewnej dzielnicy.
- O człowieku, który umiał obserwować.Tiziano Terzani.
- Osama bin Laden prywatnie. (cz.2)
- Osama Bin Laden prywatnie. (cz.1)
- Kanaryjskie szaleństwo
- Ściąga. Hiszpania ? Portugalia w 12 dni (cz.2)
- Ściąga. Hiszpania - Portugalia w 12 dni (cz.1)
- Święta głowa i nieczysta stopa. Niezwyczajne zwyczaje.
- Cegielski urodził się w Ławkach koło Trzemeszna a nie w Gnieźnie Więcej ...
- Przeczytałam Wasze -Kochane Druhny i Druhowie -wspomnienia. Przy wielu wzru... Więcej ...
- fajna ta remiza Więcej ...
- Jestem bylą mieszkanką Wiśliny ,i bardzo się cieszę ,że mogłam poznać histo... Więcej ...
- Bardzo ciekawy pomysł na opisanie życia brygidek. I myślę, że potrzebny. Sa... Więcej ...
- W Poznaniu znajduje się StuG IV ,Panzer IV został wykopany w tym roku w kwi... Więcej ...
- super Więcej ...
| Wpisany przez adoby |
| piątek, 22 stycznia 2010 21:18 |
|
Witam serdecznie, Chcę podzielić się swoimi wrażeniami i przestrogami z tygodniowego pobytu w Tunezji, ale żeby nie być posądzonym o kryptoreklamę nie podaję ani nazwy biura turystycznego, hotelu (z którymi biura mają podpisane umowy) ani nawet miejscowości, w której nocowaliśmy. Dość, że jest nad morzem, nad samym morzem – bo to ważne. Moją historię dedykuję przede wszystkim tym, którzy chcą ciekawie spędzić wakacje i szukają praktycznych porad. A przy okazji szanownym Panienkom, które uważają, że do Tunezji jedzie się po opaleniznę, bo poza hotelem „to tam nic nie ma” Drogie Panie, lepiej zainwestujcie w solarium – taniej i bardziej regularny efekt! Hotele w Tunezji mają dobry poziom, chociaż, co wiadomo, ich gwiazdek nie należy przekładać na nasze. Jak na południowców nieeuropejskich myślę, że są w czołówce. Trzeba tylko uważać na barierki balkonowe – są o kilkanaście centymetrów niższe od naszych, co szczególnie dla wysokich i wciętych osób może być informacją wartą bardzo dużo. Obsługa usłużna – można czuć się jak biały człowiek, ale zawsze oczekująca „bakszyszu” – taki zwyczaj podyktowany zwykła nędzą. NAJWAŻNIEJSZE! Zaraz po przyjeździe do hotelu, trzeba włożyć w paszport 10 dolarów. Podajemy recepcjoniście paszport i mówimy: „ I would like to get a room with a view on the sea” – albo coś podobnego. Chodzi o ładny pokój. Jeżeli nie zauważy dolarów w paszporcie to zapyta się rezolutnie : „Do you have dolars?” – są bardzo bezpośredni i to wiele ułatwia. Potem wszystko idzie gładko. Dostaliśmy pokój na VIII piętrze z pięknym widokiem, ale uwaga na windy – lubią się zacinać jak są przeciążone , i ani wentylacja ani alarm nie działają. Odradzam klaustrofobikom, bo dla Tunezyjczyka tłum ludzi w windzie to nic nadzwyczajnego, a przynajmniej czegoś czym powinien się przejmować. Druga sprawa to jedzenie – po prostu radzę stołować się w płatnych restauracjach na terenie hotelu. Oni chyba robią to specjalnie, ale jedzenie hotelowe jest niebezpieczne dla zdrowia. Dlatego ważna uwaga – w wolnocłowym koniecznie literek „Jasia” i po każdym posiłku mała szklaneczka inaczej to… Generalnie – po zreasumowaniu za i przeciw – jest naprawdę ok. jak na południowców.
Port El Kantui Na początek pobytu proponuję krótką wycieczkę do portu El Kantui. Nieco ciekawej architektury obłożonej „czymś na kształt” Europy. Jachty, knajpy i wszystko co znamy na pamięć. Trzeba się nieco przyjrzeć, żeby odnaleźć urokliwe zakątki. Wszędzie plakaty i bilbordy ukochanego wodza, który sprawuje władze nieprzerwanie od ok. 50 lat, chociaż na wszystkich plakatach wygląda jak wysportowany trzydziestolatek. Prezydent Tunezji Zin Al-Abidin Ben Ali jest pierwszym polskim akcentem: w 1981 roku był ambasadorem Tunezji w Polsce i obserwował zamach stanu Jaruzelskiego. Po powrocie prawie powtórzył scenariusz, ale jak to bywa uczeń przerósł mistrza – władzy nie oddał do tej pory. Ma jedną zaletę – jest wrogiem fundamentalizmu i stosując absolutną dyktaturę państwa policyjnego postawił na turystykę. Dlatego każdy turysta to „święta krowa” i może czuć się naprawdę bezpiecznie. Trudno się połapać kogo w tym kraju więcej: policjantów czy zwykłych obywateli. WAŻNA UWAGA. Podczas samodzielnej podróży trzeba uważać na samochody. Przepisy drogowe są oczywiście umowne, nawet ruch lewo i prawostronny to tylko kwestia ilości samochodów na jezdni. No i najważniejsze – nawet zawodowi kierowcy mają mentalność trzynastolatków – lubią jechać „na czołówkę”, puszczać kierownicę w czasie jazdy, albo na postoju gonić się z innymi kierowcami po ulicy i obrzucać klapkami zdjętymi z nóg… taka tradycja.
„…mówić po polski” Narody południowe – a w szczególności arabskie tradycyjnie żyjące z handlu – mają wyjątkowy dar do języków. Potrafią dogadać się nawet w kilkunastu językach ale oczywiście na poziomie „Kali chcieć, Kali mieć”. Wykrzywiają przy tym śmiesznie usta i patrzą głęboko w oczy bo chodzi o to żeby cokolwiek sprzedać i to w takiej cenie, która zagwarantuje całodniowy urobek. Jelenia zawsze się złowi – jak mówi stare polskie przysłowie „przyjdzie głupi i kupi” – dlatego WAŻNA UWAGA – zawsze się targować do upadłego. Generalnie to sympatyczne i śmieszne kiedy mówią po naszemu. El Jem
… na prawdę robi wrażenie… Drugi co do wielkości teatr Rzymski po Coloseum. Wybudowany przez Rzymian i sukcesywnie niszczony przez stulecia wojen wciąż pozostaje imponujący. Czas ewakuacji 25 000 widzów – 5 minut – warto taka wycieczkę opłacić projektantom naszych stadionów na Euro 2012. Szkoda czasu na opisy – więcej powie załącznik „El Jem”. WAŻNA UWAGA – zbyt mało toalet – kolejki długie jak cholera, Dalego doradzałbym planowanie niektórych potrzeb, chociaż wiem że to trudne… zresztą zobaczcie sami
Rajd po pustyni Jedno trzeba im przyznać – potrafią wykorzystać każdy element przyrody i atrakcji. Nie wiem czy to bieda powoduje, czy wrodzony arabski zmysł do interesów? Rzecz w tym, że zarabiają na tym tylko „dopuszczeni” reszta pracuje i czasem ryzykuje życie za 200 – 400 zł. Dlatego wszędzie chcą bakszysz choćby najdrobniejszy, bo w wielu przypadkach to jedyne źródło dochodu. Rajd po pustyni to ich specjalność – czuje się, że nie tylko potrafią jeździć, ale na prawdę to lubią. A do tego oglądanie fatamorgany – czasami aż za dużo na raz. WAŻNA UWAGA – młodzi kierowcy to urodzeni arabscy biznesmeni – nie zwracają uwagi na mężatki nawet jak są blondynkami. Jasne włosy to już prawie mit. Niestety z rzadka ktoś zaproponuje handel za blondynkę na rynku. Młodzi arabowie są cwani – interesują ich młode, wolne dziewczyny. Najlepszy interes mieć jedną z każdego turnusu – może przyśle jakieś pieniądze, a najlepiej zaprosi. Nie wiem czy to smutne czy pocieszające, ale wartość naszych dziewczyn wzrosła znacznie od momentu gwiazdek unijnych na paszporcie. W każdym razie rajd to prawdziwa frajda, a jak ktoś się boi zwykłej zjeżdżalni w Aquaparku polecam pampersy... tutaj znajdziecie kilka ujęć.
Miasteczko Gwiezdnych Wojen Luck Skywalker pochodził z Tunezji. To niestety oczywiste, bo właśnie stamtąd został zabrany jako dziecko i zrobił karierę w Holywood. Większość scen do Gwiezdnych Wojen była kręcona w Tunezji. Wschód dwóch słońc na słonym jeziorze, gwiezdne miasto… wszystko to tam pozostało. Tutaj wreszcie widać naszą wyższość w wykorzystaniu telewizyjnych plenerów do promocji turystycznej. Nasz Biskupin to prawdziwa perła rozwinięta dzięki „Starej Baśni” w porównaniu do tego jak Tunezyjczycy spie… naprawdę wielką szansę zrobienia kasy na pozostałościach takiego przeboju wszech czasów jak Gwiezdne Wojny. Do handlu może mają dryg, ale do usług dramat. Wychodzi to zresztą w powszechnym naciąganiu i niebezpiecznym wręcz jedzeniu. Szkoda – miasteczka popadają w ruinę powoli wsysane przez pustynię, ale i tak warto zobaczyć to co pozostało dla samej zasady – zrozumie to każdy kto stał w kilometrowych kolejkach po bilet do kina na „Gwiezdne wojny”. Oaza … no i oczywiście będąc w Tunezji trzeba się dostać na Saharę – co prawda na jej północny wierzchołek, ale zawsze. Po drodze zahacza się o oazę – oczywiście nie ma już czegoś takiego jak oazy. Dzisiaj to jedyne żyzne kawałki ziemi sprywatyzowane przez kolegów Wodza więc interes kwitnie. Na górze rosną kokosy, na dole bawełna, a z tego co pośrodku też robi się pieniądze. Tam to szczególnie łatwe, bo w oazach pracują niepiśmienni autochtoni o mentalności trzynastolatków, którzy nie tylko nie wiele rozumieją ale i niewiele potrzebują. Generalnie jak ich ktoś do roboty nie goni to posiedzą w cieniu i popatrzą na niebo, bo ładne i tak cały dzień, bo czemu nie. Jak się zachce herbaty, to rozpalą ognisko w gęstej bawełnie przy 40 stopniach ciepła. Spali się kilka hektarów – trudno, kto to mógł przewidzieć. To nie drwina z tych ludzi, tylko konsekwencja nędzy i głupoty – ale my jesteśmy tylko turystami i to jest czas relaksu, a nie refleksji, więc co ja pie… zapraszam na krótki film „oaza”
Słone jezioro Dzieciaki oczywiście nie wierzą, że jezioro może wyschnąć, a na dnie leżą płaty soli, więc gonią się, podnoszą z ziemi płaty skorup i liżą – no i drą się, że słone. Gdyby nie to, dorośli mogliby dyskretnie sięgnąć i sami spróbować, bo też nie wierzą, a tak, każdy gapi się na każdego. Naprawdę fajne przeżycie. Warto posmakować, pooglądać solne rzeźby no i zobaczyć wschód słońca. Takich idealnych równin nie ma ani na Żuławach ani pod Warszawą, a do tego skorpiony za „denara” (wykastrowane, bez żądeł) i miejscowe Cafe. Dla nas może być przykre jak południowcy traktują psy, są dla nich obojętni. Ale może wynika to stąd, że i tak sobie znajdą coś do jedzenia, agresywne nie będą, bo w tym upale, w takim futrze, to cud, że w ogóle są, bo mi absolutnie nic by się nie chciało, więc skąd tu nowe pokolenia. Generalnie nie są dla nich brutalni, nie ma bezpańskich, pobitych i przestraszonych psów – są tylko leniwe, przymilne psiaki. Kwestia klimatu, czy upodobniania do właścicieli. Na szczęście nie nauczyły się mówić „one dinar”. Sahara
Ta północna część musi nieodmiennie kojarzyć z „W pustyni i w puszczy” – wiem , że to banalne, ale my jesteśmy sentymentalni, chociaż nie chcemy się do tego przyznać. No dobra… ja nie jestem sentymentalny ale tak mi się skojarzyło. Prawdę mówiąc, to taka duża piaskownica, trochę jak nasza Łeba – nic specjalnego – pełno przebierańców udających Beduinów, wciskanie coca coli za 5 dinarów i worki z piaskiem sprzedawane przy samej pustyni. Jak się nie ma ropy to się handluje tym co się ma. Generalnie tandeta, ale warto ją zobaczyć.
Berberowie
Jak ktoś szuka rzadkich staroci do handlowania za byle co, to tam je znajdzie. Na przykład beczka po ropie z oznaczeniami niemieckiego Afrika Korps służąca na kosz do śmieci. Berberowie od zawsze żyli tam, gdzie nie dało się żyć – na pustyni przy 60 stopniach ciepła, więc wkopali się w ziemię, bo to była jedyna szansa na znalezienie cienia. Potem Amerykanie nakręcili u nich kilka odcinków Gwiezdnych Wojen i Berberowie stali się sławni. Po raz pierwszy od setek lat zaczęli zarabiać kasę – więc zachowali skanseny i udają, że tam mieszkają. Chyba nikt w to nie wierzy – mają gdzieś pochowane wille z klimą i basenami, no chyba że… zobaczyć warto. Wszystko to przez tydzień, razem z pływaniem w Morzu Śródziemnym aż do znudzenia, wylegiwaniu się w słońcu i najciekawszym – obserwowaniu ludzi podczas przejazdu przez mały, ale świetnie zorganizowany policyjny kraj. Jeżeli więc jakaś panienka znowu powie, że nie warto jechać, bo poza hotelem nie ma nic, to ma rację – niech lepiej idzie na solarium. Ja szczerze polecam. Ostatnia WAŻNA UWAGA – nie kładźcie na pościeli w hotelu monet euro. To ważny zarobek dla pokojówek i naprawdę dbają o czystość jak znajdą pieniądze na łóżku, ale nie mają gdzie wymienić tych pieniędzy, bo to waluta i grozi więzieniem. Lepiej położyć dinary – i nic innego. To co zostanie na łóżku jest prezentem dla pokojówki … Polecam Tunezję! DOŁĄCZ DO NAS |
Zgłoś nadużycie








Komentarze
Ja również byłem w Tunezji, i zapraszam tam inne osoby, ponieważ jest to naprawdę bardzo ciekawy kraj.
Pozdrawiam
Volq