KOMENTARZE
  • Cegielski urodził się w Ławkach koło Trzemeszna a nie w Gnieźnie Więcej ...

  • Przeczytałam Wasze -Kochane Druhny i Druhowie -wspomnienia. Przy wielu wzru... Więcej ...

  • fajna ta remiza Więcej ...

  • Jestem bylą mieszkanką Wiśliny ,i bardzo się cieszę ,że mogłam poznać histo... Więcej ...

  • Bardzo ciekawy pomysł na opisanie życia brygidek. I myślę, że potrzebny. Sa... Więcej ...

  • W Poznaniu znajduje się StuG IV ,Panzer IV został wykopany w tym roku w kwi... Więcej ...

  • super Więcej ...

Historie zza biurka
PDF Drukuj
Wpisany przez archedream   
poniedziałek, 02 sierpnia 2010 20:01

Drugi tydzień w pracy zaczął się niecodziennie, bo imprezą podsumowującą konkurs. Poniedziałkowy poranek był dość nerwowy, a bo to komputer nie działał, drukarka zastrajkowała, na złość pochowały się wszystkie ważne dokumenty. Ale chaos został ogarnięty i czas minął bardzo miło.

Następny dzień. Pierwsze leniwe ziewnięcia przy otwieraniu pierwszych plików. Kubek świeżo zaparzonej kawy, skrzynka odbiorcza, gdzie już czają się kolejne maile od współpracowników, lista rzeczy do zrobienia w trybie pilnym i tym niezbyt pośpiesznym. Kofeina, litery i rozmowy – kwintesencja pracy. Każdy w swoim mikroświecie skupiony na monitorze swojego komputera.

Tymczasem jakieś głosy na zewnątrz. Hałas. Przewracane meble? Choć w naszym pracy przybytku zdarzają się różne sytuacje, ta nas zaniepokoiła. Wyszliśmy na korytarz. Ania zemdlała… Zemdlała? Nie, to coś innego. Wezwać pogotowie! Odsunąć biurka! Coś pod głowę! Robi się sina! Krwawi, bo straciła przytomność na chwilę i osunęła się, uderzając głową o podłogę. Sekundy ciągnące się w nieskończoność. Mocny uścisk, by, będąc w szoku, nie zrobiła sobie większej krzywdy. Czekanie na karetkę. Minuty, które trwały… I w końcu przyjechała. Wywiad i zabrali ją ze sobą. Pierwsze badania nic nie wykazały, zostaje kilka dni na obserwacji. „Kamień z serca spadł  znienacka.”  

W całej tej sytuacji zaskakujące jest to, że tydzień wcześniej mieliśmy szkolenie BHP, którego elementem było też szkolenie z zakresu pierwszej pomocy. Jak na czasie to było, okazało się później… Ciągle w pamięci mam te najdłuższe minuty do przyjazdu karetki. Przypomniała mi się sytuacja sprzed roku. Mała uliczka gdzieś na obrzeżach równie małego miasteczka. Ten dzień zaczął się bardzo wcześnie, miał dramatyczny przebieg i skończył się dosłownie na ulicy w środku nocy. I, przytrzymując Anię, przypomniały mi się te najdłuższe minuty w życiu. Pomost między próbą opanowania bezradności i bezsilności a perspektywą realnej pomocy. I ta pierwsza ulga, kiedy w końcu przyjeżdża pogotowie ratunkowe, wierząc, że nareszcie udzielona będzie profesjonalna pomoc. I kolejne poczucie ulgi, gdy ktoś wraca do zdrowia, a badania nie wykazują żadnych patologicznych zmian. Gdyby jeszcze można było wymazać smutne wspomnienia…

Jak zachować się w tak krytycznej sytuacji? Jak pomóc, by nie zaszkodzić? Jak opanować lęk i niechęć, która się czasem pojawia? Jak znaleźć w sobie siłę, by pomagać dalej czy po prostu być dalej przy kimś. Podziwiam dziewczyny, które były przy Ani, zanim ktokolwiek inny przybiegł. Robiły, co mogły, zachowały zimną krew, były od początku do końca z nią. A inni… Niektórzy pomagali jak umieli, cześć osób plątała się bezradni, ktoś wyszedł, parę osób w ogóle nie wstało zza komputera. Z drugiej strony, ile osób mogłoby pomóc w takiej sytuacji i czy nie lepiej zachować spokój i nie robić za dużego zamieszania? Nie wiem, nie mi oceniać. Grunt, by Ania wyszła z tego cało…

Co robić… Podobno lepiej zrobić cokolwiek niż nic. W polskim prawie nie zanotowano ani jednego przypadku, żeby sądy skazały kogoś za nieumiejętne udzielenie pomocy. To trudna decyzja – żeby pomóc i nie bać się, nie zlekceważyć problemu. Pamiętam sytuację, kiedy jak wiele osób przeszłam obok kogoś, kto być może potrzebował pomocy. Teraz już tego nie zmienię. Ale ciągle o tym pamiętam. Każdy ma takie ciemne plamy w swojej historii. Ich świadomość może pozwolić uniknąć kolejnych zaniedbań. Bo błędem jest nie tylko to, co zrobiliśmy, ale także to, czego nie zrobiliśmy w danym momencie.

Nikt nie powiedział, że zareagować adekwatnie do sytuacji jest łatwo. Myślę, że jest bardzo trudno. Niektórzy może są bohaterami na co dzień i w każdej sytuacji umieją zachować zimną krew, ale nie wszyscy. A świat, pełen niespodzianek, gotów jest zaskoczyć nas na każdym kroku. Gdy jesteśmy otwarci na to, że pewne rzeczy mogą się zdarzyć, jest lżej je potem przyjąć.

Życie pisze najlepsze scenariusze. Truizm? Może i tak. Ale gdy nasze życie zaczyna przypominać film, wtedy zaczynamy głębiej zastanawiać się nad znaczeniem tego wszystkiego. Bo chyba jakieś jest… Tylko jakiś głębszy sens wszystkiego pozwala mi się utrzymać na powierzchni, gdy zdarza się coś, co rozwala moje życie na kawałki. Na czynniki pierwsze ostro polane sosem destrukcji.

Ale zawsze jest jakieś wyjście. Zawsze można coś zrobić. Póki starcza chęci i serca – podobno wszystko się da naprawić. A gdy ich już nie ma, trzeba wyciągnąć wnioski i żyć dalej. Im bardziej będziemy się opierać zmianom, nowością, upadkiem pewnych schematów, tym bardziej będzie bolała ich nieuchronność. Bo chyba niektóre rzeczy po prostu muszą się wydarzyć. Może pewne popełnione błędy mają ochronić nas przed większymi? Klęska z czasem może okazać się początkiem prawdziwego sukcesu. A wszystko to z długim terminem ważności.

Rozejrzyjmy się więc, czy ktoś wokół nas nie potrzebuje pomocy? A może my sami jej potrzebujemy? Zabiegani, zestresowani zapominający o niewypłakanych żalach, smutkach i zwykłym zmęczeniu. Czasem warto zwolnić ten szalony pęd. Lepiej gdy zrobimy to sami, a nie zmusi nas do tego choroba, wypadek…

DOŁĄCZ DO NAS
 

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież


Zgłoś nadużycie