KOMENTARZE
  • jak odzyskac pieniadze z staropolskigo Więcej ...

  • Cegielski urodził się w Ławkach koło Trzemeszna a nie w Gnieźnie Więcej ...

  • Przeczytałam Wasze -Kochane Druhny i Druhowie -wspomnienia. Przy wielu wzru... Więcej ...

  • fajna ta remiza Więcej ...

  • Jestem bylą mieszkanką Wiśliny ,i bardzo się cieszę ,że mogłam poznać histo... Więcej ...

  • Bardzo ciekawy pomysł na opisanie życia brygidek. I myślę, że potrzebny. Sa... Więcej ...

  • W Poznaniu znajduje się StuG IV ,Panzer IV został wykopany w tym roku w kwi... Więcej ...

MALMO- przystanek w biegu
PDF Drukuj
Wpisany przez Kristin   
środa, 02 marca 2011 17:15

Do Danii przez Szwecję.

1. MALMO – przystanek w biegu

 

Nietypowo i niekarkołomnie

– za to zbawiennie dla poświątecznego brzuszka.

 

Cieżkie bożonarodzenowe pamiątki, ściśnięte w ubraniu, które jeszcze miesiąc temu było luźne, nielżejsze rozliczenia ze starym rokiem, no i noworoczne postanowienia, snute skrzętnie na początku stycznia... eh, jakoś mnie to nie mobilizuje. Trzeba się gdzieś ruszyć, nabrać dystansu do wszystkich tych „śmiertelnie poważnych” spraw!

-         No dobra, to co robimy?

-         Jedziemy do Kopenhagi.

Połączenia lotnicze z Malmo są dużo tańsze niż Kopenhagą. A w Malmo nigdy nie byłam, więc czemu nie skorzystać z okazji? Jedziemy do Danii przez Szwecję. Może to nie do końca logiczne, ale liczy się ekonomia.

 

Miasto bez centrum

 

Malmo, muszę przyznać, pamiętam jak przez mgłę. Wylądowaliśmy kiedy na dworze było już szaro. Do tego mróz... nie wiem ile, ale było mi tak zimno, że mogę to porównać tylko do Syberii. Błyskawicznie zapadł zmiech i zwiedzaliśmy miasto po zmroku. Hmm...w sumie, to trudno nazwać  to zwiedzaniem, po prostu obiegliśmy najbardziej interesujące nas miejsca. Od  razu odniosłam wrażenie, że miasto jest jak dobrze zaplanowana szachownica, ale bez wyraźnego środka. Na darmo możecie szukać rynku czy głównego placu. Nie ma czegoś takiego. Jest kilka placów, takich jak  Stortorget, Lilla Torg, Gustav Adolfs Torg czy Möllevångstorget („torg” – znaczy plac).  Każdy z nich jest jak osobne centrum. Na największym - Stortorget stoi gigantyczna choinka, pod którą śmigają na lodzie setki zapalonych łyżwiarzy, na Möllevångstorget wieczorami gromadzą się wielokolorowe hałaśliwe, odprężone tłumy  imprezowiczów, a  Gustav Adolfs Torg w dzień tętni głosami przekupek, w nocy zaś koncerowymi basami. Tak, jak w Gańsku albo każdym innym mieście nadbrzeżnym, panuje tu nieco inna orientacja. Wszystkie ulice porwadzą do portu – jedynego i właściwego serca miejscowości. 

 

Zima, zima, zima... szczypie w uszy, gryzie w nos

 

W plątaninie skandynawskich uliczek poruszaliśmy się już od kilku godzin. Obeszliśmy place, a pod ratuszem do ostatnich kropel opróżniliśmy termos z pół-ciepłą jeszcze herbatą. Temperatura nie ma litości. Coraz bardziej daje o sobie znać zbliżająca się noc. Niemal przestałam czuć własne nogi i z każdą minutą tracę ochotę na dalsze spacery. I wtedy do głowy przyszedł nam genialny pomysł. -Zacznijmy biegać! – w ten sposób rozgrzejemy się najskuteczniej. Latem mielibyśmy wiecej alternatyw. Od kwietnia do października można wypozyczać rowery miejskie, ale z racji, że jest połowa stycznia...nie łapiemy się już na te atrakcję i radzimy sobie z tym, co mamy. Jak szybko się przekonujemy, Malmo wzdłuż i wszerz poprzecinane jest trasami do joggingu. Specyficzne to ścieżki, bo przy okazji można „zachaczyć” o sporo ciekawych zabytków. No to w drogę! Najpierw docieramy do Turning Torso. Mój znajomy - urbanista, nie wybaczyłby sobie przegapienia najwyższej budowli  w Szwecji. Nie szkodzi, że widoczność ogranicza się do kilku kroków. Studziewiędziesięciometrowego wieżowca nie da się przegapić. Co ciekawe, jest spiralnie zakręcony o 90 stopni  i wygląda, jakby własnie wykonywał obrót. Szczęśliwi mieszkańcy apartementów mają nizapomniany widok na Malno, cieśninę  oraz Kopenhagę, do której stąd już niedaleko. Za ten drugi co do wysokości mieszkalny budynek w Europie hiszpański architekt  - Santiago Calatrava – dorobił się wielu nagród w dziedzinie architektury. Aby dopieścić lokatorów wprowadzono, niespotykaną nigdzie indziej w Szwecji, całodobową recepcję obsługującą mieszkańców.

 

Optymistyczna Orkiestra i pistolet z zawiązaną lufą

 

Dobrze, że wieżowiec jest oświetlony, bo niewiele już widać. Chwila postoju i biegniemy dalej! Za rogiem następne odkrycie – znajdujemy trasę szlakiem rzeźb, a co do nich to Szwedzi mają bardzo specyficzny gust. Jedym słowem – mało gdzie zobaczyć można tak ciekawe i wymowne pomysły artystyczne.  Szczególnie zaprzyjaźniłam się z „Optymistyczną Orkiestrą” prowadząca przybyszy wgłąb miasta. Spoglądając na buzie rozradowanych, nieco kwadratowych, grajków – pytam - skąd to się tu wzięło? Szkoda, że tylko się na mnie patrzą tymi wesołymi twarzami i nie mogą nic powiedzieć, z pewnością mieliby w rękawie kilka skocznych melodii, stworzonych wrost na mroźną, zimową  aurę. Na pomnikowej trasie odwiedziliśmy jeszcze kajakarza, któremu można było potowarzyszyć w kamiennej łódce, 29- tonowe żelazko i rewolwer z lufą zawiązaną na supeł – symbol pokoju, taki sam, jak przez siedzibą ONZ-u w Nowym Yorku.

 

Najdłuższy most świata nad Żwirowymi  Plażami

 

Na tym kończymy poznawanie Malmo, wracamy do schroniska na szybką i kótką noc i co świt ruszamy dalej.

Zelandię od Skanii czyli Danię od Szwecji oddziela  Cieśnina Sund. Polska nazwa jest mało trafna, „sund” – to w wolnym tłumaczeniu po prostu „cieśnina”. Po duńsku brzmi to już dużo lepiej – „Øresund„ czyli „Cieśnina nad Żwirowym Brzegiem” oddaje choć trochę specyfikę tego miejsca. Niegdyś była to najbardziej uczęszczana droga morska na całym Bałtyku. Od roku 2000, kiedy nad cieśniną zbudowano most, została zdominowana przez transport kołowy. Budowlę iznano za najdłuższy most w Europie, jak i na świecie łączący dwa państwa. Razem ze sztuczną wyspą i tunelem ma ponad 14 km.  Codziennie prawie 19 tysięcy osób przemirza most z Dani do Szwecji oraz w odwrotnym kierunku. Wielu Duńczyków kupiło tańsze mieszkania w Malno i tam się przeprowadziło. Codziennie dojeźdzają do pracy w Kopenhadze. Pozostali użytkownicy to turyści. Trasę można pokonać samochodem, bądź pociągiem, my wybieramy to drugie.

Zarówno przejazd, jak i sam widok mostu to nielada przeżycie. Z prawej strony woda, z lewej woda, pośrodku tory kolejowe – nie widać końca i początku. Wydaje mi się, że próbujemy przejechać pociagiem przez morze, a nie zaledwie przez most. Mimo, że Szwecja już za plecami, to nie ostatnia niespodzianka, która nas tam spotkała.  Siedząc spokojnie w wagonie, słyszymy wpadającego z hukiem do przedziału konduktora wolającego : „Welcome everybody!Iit.s a ticket attack! Hahhahaha[1]

 

... gdyby nasi kontrolerzy biletów mieli choć w połowie takie poczucie humoru.

Co czeka nas po drugiej stronie mostu? - Pewnie Dania – znów trochę inny świat.

 

 

-         W związku z odkryciem nowego posobu zwiedzania,  powstał nawet wyjazdowy żart, powracający potem kilkukrotnie: ”Jesteśmy biegaczami z Polski, przybiegliśmy aż tutaj... ścigamy Foresta Gumpa i możemy się zatrzymać”.

 

 Druga część już niebawem! Obiecuję dorzucić trochę fotek. W Malmo  było tak ciemno, że niestety i efekt poczynań fotograficznych dośc przyciemniony.

 

Pozdrawiam

Kristin ;)

 

 

 

 

 

 

 

 



[1] Z ang. : Witam wszystkich! To jest atak biletowy. Hahhahaha.

DOŁĄCZ DO NAS
 

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież


Zgłoś nadużycie