KOMENTARZE
  • jak odzyskac pieniadze z staropolskigo Więcej ...

  • Cegielski urodził się w Ławkach koło Trzemeszna a nie w Gnieźnie Więcej ...

  • Przeczytałam Wasze -Kochane Druhny i Druhowie -wspomnienia. Przy wielu wzru... Więcej ...

  • fajna ta remiza Więcej ...

  • Jestem bylą mieszkanką Wiśliny ,i bardzo się cieszę ,że mogłam poznać histo... Więcej ...

  • Bardzo ciekawy pomysł na opisanie życia brygidek. I myślę, że potrzebny. Sa... Więcej ...

  • W Poznaniu znajduje się StuG IV ,Panzer IV został wykopany w tym roku w kwi... Więcej ...

Deszczowe lato w lesie
PDF Drukuj
Wpisany przez obrazki   
sobota, 26 lutego 2011 17:13

 

       Było deszczowe, chłodne lato. Dwoje frustratów płci różnej postanowiło mimo to zwiać z miasta w krzaki. Wybrali maleńki punkcik na mapie, który z bliska niewiele się powiększył. Zabrali plecaki i namiot i wsiedli do PKS-u.

       Po jakimś czasie oczywiście wysiedli. Przeczekali największą ulewę na przystanku i udali się na pole namiotowe w środku lasu, gdzie wybrali kawałek ziemi dla swojego tymczasowego szmacianego domku. Nie napiszę, gdzie to było, bo jestem chorobliwie zazdrosna ;). Podpowiem tylko, że niedaleko od pewnej mało znanej latarni morskiej, wśród wydm i sosnowego lasu pełnego jagód, grzybów, borówek, jasnych ścieżek i grząskich podmokłych terenów.

       Frustraci spędzili tam kilka dni, żywiąc się tym co mogli kupić w pobliżu, czyli chlebem, wafelkami,  czasem rybą, herbatą, mlekiem oraz płatkami śniadaniowymi. Objadali też krzaczki z jagodami. Gdy deszcz odpuszczał łazili po lesie i nad morze. Na białej plaży walczyli z wiatrem i siekącym piachem i zbierali kamyki. Raz uratowali życie niejakiemu wałkarzowi lipczykowi, który leżał już do góry brzuchem na piachu. Weszli też na latarnię i gapili się na las i morze. Połazili po okolicznych łąkach. Jak się nałazili i bolały ich nogi, to leżeli w namiocie lub przed i czytali książki. Słuchali wszechobecnych ptaków i cieszyli się brakiem komarów.  Zmęczeni odpoczywaniem spali. Nocami słuchali zwariowanych piosenek innych frustratów, którzy nie chcieli spać. Wstawali o świcie, bo namiot to tylko zasłonka i słychać nawet jak sąsiad gotuje wodę. :)))

        Pewnego dnia, który obiecywał brak deszczu, postanowili dojść lasem do Łeby, co zajęło im kilka godzin. Po drodze pogapili się na jezioro Sarbsko.

       W Łebie pożarli smażoną flądrę i zaliczyli przy okazji kolejny deszcz. Na plaży zaobserwowali sporą ilość udających kopulację plażowiczów – ach , lato ;). Nadszedł czas powrotu, tym razem plażą, znowu kilkanaście kilometrów.

       Szło im się świetnie po twardym piasku, wiatr im pomagał a twarze im się śmiały z dzikiej uciechy. Po paru godzinach doszli do bardzo starego wraku statku, zatopionego przy brzegu. Ewa skusiła tam Adama i wykąpali się w morzu (jedyny raz tego zimnego lata). Słońce zachodziło i atmosfera była niesamowita.

       Potem musieli przyspieszyć wędrówkę, bo robiło się zimno. Ewie zachciało się śpiewać piosenkę  "Kiedy niebo do morza przytula się z płaczem...". Jakoś pasowała do tego morza, gnającego wiatru, tułaczy i sosen...Wrócili do namiotu późnym wieczorem okropnie zmęczeni. Załapali się jeszcze na klucz do prysznica z ciepłą wodą (odpłatność 5zł). W namiocie znalazło się wino, które, podgrzane, szybko uśpiło wymęczonych i zziębniętych ludzików.

        W dniu, gdy musieli wrócić do miasta, słońce porzuciło chmury i łaskawie zaświeciło (złośliwa paskuda).

 

DOŁĄCZ DO NAS
 

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież


Zgłoś nadużycie