KOMENTARZE
  • Cegielski urodził się w Ławkach koło Trzemeszna a nie w Gnieźnie Więcej ...

  • Przeczytałam Wasze -Kochane Druhny i Druhowie -wspomnienia. Przy wielu wzru... Więcej ...

  • fajna ta remiza Więcej ...

  • Jestem bylą mieszkanką Wiśliny ,i bardzo się cieszę ,że mogłam poznać histo... Więcej ...

  • Bardzo ciekawy pomysł na opisanie życia brygidek. I myślę, że potrzebny. Sa... Więcej ...

  • W Poznaniu znajduje się StuG IV ,Panzer IV został wykopany w tym roku w kwi... Więcej ...

  • super Więcej ...

Służba zdrowia w bezdusznej ameryce
PDF Drukuj
Wpisany przez piksel   
piątek, 30 kwietnia 2010 10:26

Znajomy miał w Polsce zawał. Lekki. Kika dni w szpitalu, czyszczenie żył, zakładanie standów i do domu. Po dwóch tygodniach funkcjonował normalnie wspomagany garścią leków. Pół roku wcześniej wykupił bilet lotniczy i zaplanował wyjazd do USA, do brata. To miała być wycieczka życia. Przylot do Nowego Jorku i przez trzy miesiące podróżowanie po Stanach. Nie mógł tego sobie odmówić.

Po przylocie cztery dni nie dochodził do siebie. Duszności, przemęczenie i osłabienie. Początkowo łudził się , że to problemy z aklimatyzacją, ale piątego dnia nie dało się już oszukiwać siebie samego. Omal nie stracił przytomności. Brat zapakował go do samochodu i zawiózł do najbliższego szpitala.

Tu dopiero zrozumiał co to znaczy ”ameryka”. Najpierw błyskawiczne badania i diagnoza. Potem natychmiast zabieg. Trochę przerażony, bo angielskiego nie zna ani w ząb, poddał się maszynie amerykańskiej służby zdrowia. Niepotrzebnie się obawiał, tam język nie może być problemem. Przy każdym stoliku zabiegowym stoi aparat z dwiema słuchawkami. Lekarz pyta o język rozmowy, naciska przycisk i łączy się z tłumaczem. Proste i skuteczne. Dużo by można powiedzieć o kulturze lekarzy i pielęgniarek, o niemal partnerskim stosunku do pacjenta. Ale po co…

Na wejściu każdy pacjent dostaje osobisty zestaw: pidżama zakładana jak nasze kaftany bezpieczeństwa, skarpetki antypoślizgowe, szczotkę do zębów, pastę, mydło i ręcznik.

Po zabiegu pacjent trafia na salę – prawie jak u nas, prawie… ciężko chorzy do pojedynek, w dobrej kondycji do dwójek.  W każdej sali jest łazienka z prysznicem, toaletą i umywalką. W salach i na korytarzach stoją automaty z darmową kawą, herbatą i sokami. Każdego dnia po południ przychodzi pracownik firmy cateringowej z menu i prosi o zamówienie na następny dzień. Każdy wybiera indywidualnie. Obiad przyjeżdża w podgrzewanych wózkach, świeży i pachnący. Porcji nie da się zjeść – amerykańskie normy żywieniowe.

Po kilku dniach, następuje wypis - tam nikt nie trzyma długo w szpitalu – to zbyt drogo kosztuje no i  w domu zawsze szybciej wraca się do zdrowia. Zanim pacjent zostanie wypuszczony ze szpitala pielęgniarka musi się upewnić, że ktoś po niego przyjechał, albo przynajmniej czeka na niego taksówka. Na ulicę nikogo nie wypuszczą. Trzeba jeszcze podać numer  telefonu i adres  zamieszkania. Przez tydzień codziennie o dziewiątej rano dzwoni pielęgniarka ze szpitala i pyta o samopoczucie. Zawsze podaje tą sama instrukcję: „jeżeli się źle poczujesz zrób trzy rzeczy – zadzwoń do nas, otwórz drzwi i połóż się na kanapie. Reszta należy do nas”.

Oczywiście nie ma nic za darmo. Znajomy przeszedł trzy zabiegi w trzech różnych szpitalach i wszędzie było tak samo. W Polsce ubezpieczył się do wysokości 40 000 euro, ale to było za mało. Został mu dług ok. 80 000 zł. Ze szpitala go wypuścili, wrócił do kraju i zadeklarował spłacanie długu w ratach po 20 dolarów miesięcznie. W Stanie Nowy Jork prawo zabrania egzekucji komorniczych za długi wobec służby zdrowia. Nikomu nie wolno odmówić pomocy, bez względu na to czy jest ubezpieczony czy nie. I wbrew pozorom powodem są pieniądze – nie udzielenie pomocy to ryzyko milionowych odszkodowań.

No i tyle, bo co tu więcej opowiadać…

Pozdrawiam i namawiam do wymiany doświadczeń ze służbą zdrowia.


Google Map
ContentMap by Turismo.eu

DOŁĄCZ DO NAS
 

Inne historię Autora:

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież


Zgłoś nadużycie