KOMENTARZE
  • jak odzyskac pieniadze z staropolskigo Więcej ...

  • Cegielski urodził się w Ławkach koło Trzemeszna a nie w Gnieźnie Więcej ...

  • Przeczytałam Wasze -Kochane Druhny i Druhowie -wspomnienia. Przy wielu wzru... Więcej ...

  • fajna ta remiza Więcej ...

  • Jestem bylą mieszkanką Wiśliny ,i bardzo się cieszę ,że mogłam poznać histo... Więcej ...

  • Bardzo ciekawy pomysł na opisanie życia brygidek. I myślę, że potrzebny. Sa... Więcej ...

  • W Poznaniu znajduje się StuG IV ,Panzer IV został wykopany w tym roku w kwi... Więcej ...

awaria samochodu- trzy kobiety- i ... znieczulica polskich kierowców
PDF Drukuj
Wpisany przez Angie   
czwartek, 27 stycznia 2011 00:36

Bohaterowie: trzy kobiety około ćwierćwiecza (w kieckach i szpilkach) oraz nafaszerowany elektroniką samochód
Miejsce akcji: ekspresówka w remoncie, czyt. jeden zwężony, odgrodzony, zakorkowany pas ruchu
Czas akcji: niedziela, wieczór, upał 36°C

Prolog
Trzy laski w niedzielny poranek postanowiły odwiedzić swoją ulubiona współlokatorkę sprzed lat. Zapakowały prezenty dla syneczka kumpeli, wrzuciły dwie mineralne pod siedzenie, wydrukowały mini mapę z googla (w końcu ponad 200 km a one rzadko tam jeżdżą) i wyruszyły ok. 10.00, bo przecież nie ma to jak jazda w największym upale, wtedy zdecydowanie najprzyjemniej, ale wyszły z założenia, że mają klimę, więc komu w drogę, temu czas. Żeby było ciekawiej za kierownicę wsadziły tę, która jeździ najrzadziej i ostentacyjnie przyznaje się do tego, że jest niedzielno-małomiasteczkowym kierowcą, ale co tam – niech się wprawia.

Do celu
Wprawiająca się jechała nadzwyczaj pewnie i spokojnie, a to dlatemu, że ostatnio jeździ coraz częściej. Nawet nie wlekła się za „olbrzymami”, tak jak to w jej przypadku dotychczas bywało, ale śmiało szarżowała, aczkolwiek w granicach wyobraźni. Zirytowała ją kilkunasto kilometrowa „żółwia jazda” na remontowanym odcinku ekspresowej a jeszcze bardziej zirytowało ją „przecudne, przewidoczne i przelogiczne” oznakowanie objazdu (Czy te znaki nie mogłyby być ustawiane częściej? Czy nie mogłyby być większe? Czy nie mogłyby wskazywać kierunku poprawnie? – W Polsce? Nie. To by było niepolskie, a my przecież tak kochamy tradycje). Po minimalnym zboczeniu z drogi (tylko 500 metrów co prawda, ale jak się potem wbić na krajówkę, z podporządkowanej, w momencie kiedy akurat remont skrzyżowania i światła chwilowo wyłączone? – kierująca przeklęła chyba wszytko i wszystkich, ale jakoś się wbiła). Do celu dotarły niemalże punktualnie, spóźnienie only 10 minutowe. Driverka uśmiechnięta opuściła fotel, stwierdzając z zadowoleniem, że plecy suche, że nogi się nie trzęsą, że kierownica też bez kropelkowych ozdób, no i duma z niej biła – żadnych ofiar i żadnych zirytowanych kierowców. No królowa szos, normalnie ;)

Powrót
Wstępne plany przewidywały, że w drodze powrotnej kierownice przejmie urodzony kierowca, czyli młodsza sis. Ale driverka postanowiła, że skoro jak nigdy prowadzi z przyjemnością, to jednak ona zasiądzie za kółkiem. Początek drogi nie wyglądał zbyt ciekawie, ponieważ zdezelowane „coś” na awaryjnych zblokowało z lekka jednopasmową krajówkę. „Kierowczyni” popsioczyła trochę na tamującego, ale na szczęście po kilku kilometrach zbiła z drogi, więc dalej miało być już tylko lepiej. Po emocjonującym, wycieńczającym i pełnym atrakcji weekendzie, nic nie zapowiadało dodatkowych atrakcji. Wybrnęły jakoś z objazdów. Bez przeszkód trafiły wprost na wjazd na ekspresową, która, mimo że remontowana, a w związku z tym jednopasmowa, miała w znaczący sposób skrócić czas dotarcia do celu.

Około 20-stej, zjazd z krajówki w ekspresową, z wiaduktu w dół, serpentyna, we wstecznym lusterku biały tir i nagle ... dźwięk pojawiający się w przypadku awarii, czerwona kontrolka od akumulatora, na wyświetlaczu „ALTERNATOR – WORKSHOP”, kierownica zblokowana, samochód samoistnie zwalnia, wrzucam (zmiana narratora ;P) awaryjne, próbuję zjechać na bok pasa, sis krzyczy: „Co robisz? Uważaj na barierkę”, pie…ony tir za mną trąbi, sis: „Nie możesz się tu zatrzymać”, ja: „Ja nic nie mogę, jest z górki, więc jakoś zjedzie w dół”. Zatrzymałam się tuż przy barierce, prawy skraj pasa, 100 metrów do filarów wiaduktu, tuż za wiaduktem zwężenie drogi, barierki ochronne z każdej strony.

Gdybym zatrzymała się te 100 metrów dalej, zablokowałabym cały ruch. Trzy my, jeden combiak i ekspresówka stoi. I trzeba było tak właśnie zrobić. Na łuku było więcej miejsca, w związku z czym nie byłam przeszkodą, a co za tym idzie, można było mnie bez problemu ominąć. Trzy laski w minikieckach i obcasach, auto na awaryjnych, maska podniesiona i ... rozbawione twarze mijających nas kierowców.

Ja rozumiem, nie po to wjechali na drogę szybkiego ruchu, by teraz tracić czas, ale do jasnej ciasnej, przez ponad półtorej godziny zatrzymał się tylko jeden samochód, jeden! A mijało nas mnóstwo, i nie czepiam się kobitek, rodzinek czy starszych państwa, ale „facetów” przejeżdżały setki. W niektórych samochodach nawet cały męski komplet (tzn. „męski” to chyba w tym momencie najmniej adekwatne słowo). Polacy to są jednak beznadziejni. Zero zainteresowania. Człowiek w środku lasu, zaraz noc i ... radź sobie sam. Nie podejrzewałam, że jesteśmy tacy znieczuleni. Naprawdę. Ja wiem, że jestem naiwna, że wierzę w ludzi za bardzo, ale że w ludziach nie ma ani odrobiny życzliwości to się nie spodziewałam. No i w sumie i tak by nie pomogli, ale sam fakt zainteresowania, sam fakt...

Zmuszona byłam zadzwonić pod nr infolinii wskazanej na polisie. Moja cierpliwość w oczekiwaniu na połączenie, w pół godziny zmieniła mnie z choleryka w stoika. Rozmowa z panią „pomocną” również wymagała nie lada cierpliwości, ale jakoś przez nią przebrnęłam (dobrze, ze kopia polisy leżała w szufladce, bo nie wiem skąd bym informacje, które wg pani były niezbędne, zebrała).

Na szczęście nie minęło pół godziny, jak zjawiła się laweta. Pan stwierdził, że „niefortunnie” przyszło nam się zatrzymać. Bardzo sympatyczny „wybawca”. Wmontowałyśmy mu się we trzy (na szczęście daleko nam do słonic :D) i dalsza podróż przebiegała już bez problemu. Koniec końców – ubaw miałyśmy jak nigdy, przygody jak zawsze, a auto, dziś już sprawne, troszkę funduszy pochłonęło.

DOŁĄCZ DO NAS
 

Inne historię Autora:

Komentarze 

 
# 2011-02-08 19:12
Dziwię się, że się dziwisz :) Sama piszesz, że i tak by nic nie pomogli, więc po co mieliby się zatrzymywać? I to w dodatku w takim miejscu? To nie czasy małych Fiatów i Trabantów. Współczesny samochód to niestety skomplikowana maszyna i samemu raczej niczego się tam nie pogrzebie. Jedyne co w takim przypadku można zrobić to to co możesz zrobić sama - zadzwonić po lawetę i zaciągnąć wóz do serwisu. Komórki maja wszyscy, laweciarzy jest masa a serwisami też nam obrodziło.

Tak na marginesie to nie trzeba było się zatrzymywać tylko dojechać w jakieś bardziej dogodne miejsce. Z uszkodzonym alternatorem, na samym akumulatorze, samochód pojedzie jeszcze parę ładnych kilometrów.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 
 
# 2011-02-26 17:19
Hm, tam jest coś o zblokowanej (?) kierownicy, ale tak w ogóle, to sygnał awarii przy nadmiarze elektroniki potrafi uniemożliwić dalsza jazdę, choć teoretycznie byłaby ona możliwa.
Po co mieliby się zatrzymywać? A to taka gra towarzyska w życzliwość jest: trzeba zapytać "czy moge jakoś pomóc?".
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież


Zgłoś nadużycie