KOMENTARZE
  • jak odzyskac pieniadze z staropolskigo Więcej ...

  • Cegielski urodził się w Ławkach koło Trzemeszna a nie w Gnieźnie Więcej ...

  • Przeczytałam Wasze -Kochane Druhny i Druhowie -wspomnienia. Przy wielu wzru... Więcej ...

  • fajna ta remiza Więcej ...

  • Jestem bylą mieszkanką Wiśliny ,i bardzo się cieszę ,że mogłam poznać histo... Więcej ...

  • Bardzo ciekawy pomysł na opisanie życia brygidek. I myślę, że potrzebny. Sa... Więcej ...

  • W Poznaniu znajduje się StuG IV ,Panzer IV został wykopany w tym roku w kwi... Więcej ...

Malta
PDF Drukuj
Wpisany przez odpryski   
piątek, 07 stycznia 2011 16:20

MALTA  (lipiec 1977)

 

Nic nie zapowiadało, że ta podróż będzie stresująca.

Kiedy mieliśmy już w kieszeni wizy wyjazdowe, których otrzymanie nie było łatwe, zostało tyko cieszyć się z planowanego urlopu. Zostawialiśmy na miesiąc gorącą Libię i myśleliśmy

o czekających nas przyjemnościach. W planie mieliśmy zwiedzanie Paryża, Londynu i odwiedzenie naszych przyjaciół w Belgii.

Czas urlopu mijał bardzo szybko. Będąc w Belgii dołożyliśmy sobie jeszcze wycieczkę do Holandii (jakże innej od tej, w której przyszło mi mieszkać po trzydziestu latach.)

Pełni wrażeń i emocji po miesiącu wojażowania wracaliśmy do Libii.

Pracując w Libii zawsze staraliśmy się korzystać z posiadanego paszportu i zwiedzaliśmy Europę, zwłaszcza, że w tym czasie nasze możliwości podróżowania z Polski były mocno ograniczone.

Wszystko odbyłoby się zgodnie z planem, gdyby nie pazerność na zwiedzanie i chęć zobaczenia w drodze powrotnej jeszcze Malty.

W samolocie na Maltę dowiedzieliśmy się, że wybuchła wojna pomiędzy Libią a Egiptem. Przyczyną konfliktu była możliwość podpisania przez Egipt traktatu pokojowego z Izraelem, co spowodowało decyzję Kadafiego o usunięcie z Libii pracowników egipskich (ca 220 tyś)

Czekała nas trudna decyzja, co w tej sytuacji robić? Wracać do Libii, gdzie mieliśmy cały nasz dobytek czy lecieć do Polski?.

Bilet powrotny opiewał na trasę Malta-Trypoli-Benghazi.

Pobyt na Malcie stał się bardzo nerwowy, skończyła się atmosfera urlopu. Cały czas biliśmy się z myślami, jaką podjąć decyzję? Brak jakichkolwiek informacji zarówno w gazetach jak i radio utrudniał właściwą ocenę sytuacji.

Po pięciu dniach pobytu zdecydowaliśmy, że wracamy do Libii. Miałem adres kolegi, który pracował w Trypolisie, liczyłem, że nam pomoże, gdyby zaistniały jakieś kłopoty z dostaniem się do Benghazi.

Klamka zapadła – lecimy do Libii.

Po godzinie lotu lądujemy na lotnisku w Trypolisie, atmosfera nerwowa, trudno się zorientować, co się dzieje. Dowiadujemy się, że żadne samoloty do Benghazi nie odlatują

Stefan przyjechał i zabrał nas z lotniska do domu.

Nasz pobyt w Trypolisie nie należał do przyjemnych. Brak informacji o konflikcie, nerwowa atmosfera, na ulicach pełno żołnierzy, których wygląd. i uzbrojenie nie wróżą sukcesu w wojnie.

Zastanawiam się czy nie jechać do Benghazi samochodem z rent-caru, ale wszyscy odradzają jako rozwiązanie zbyt niebezpieczne ze względu na prawdopodobne przemieszczanie się na tej trasie wojsk libijskich.

Dzwonię do mojego szefa, w Benghazi i informuję o moich kłopotach z powrotem do pracy – wyczuwam w jego głosie zdziwienie, widocznie nie jest zorientowany w sytuacji. Radzi mi zatrudnienie się na okres pobytu w Trypolisie w tutejszym Zarządzie Miasta.

Codziennie kontaktujemy się z lotniskiem, loty do Benghazi nadal zawieszone.

Sytuacja staje się coraz bardziej nerwowa, dokucza nam wilgotny upał i muchy, których są chmary. Zdajemy sobie też sprawę, że przedłużająca się sytuacja jest obciążeniem dla Stefana.

Dochodzą plotki, że nasza ambasada przygotowuje w wypadku nasilenia wojny ewakuację Polaków w jakieś bezpieczne miejsca w Libii, przewiduje się gromadzenie zapasów wody itp. To wszystko podsyca atmosferę niepewności. Nie wiemy, co się dzieje w odległym o 1000 km Benghazi znacznie bliższym granicy egipskiej.

Razem ze Stefanem codziennie udaje się do Jego biura, aby odrabiać za radą mego szefa stracone dni pracy w Benghazi. Jak się później okazało była to dobra rada, bo uznano mi to tymczasowe zatrudnienie.

Nareszcie jest dobra wiadomość. Jutro ma odlecieć samolot, do Benghazi.

Z samego rana jedziemy na lotnisko, długi sznur czekających pasażerów do samolotu, marne szanse na dostanie się, Samolot obstawiony wojskowymi, którzy decydują, kto poleci. Preferencje mają kobiety i dzieci, rozdzielają mnie z Żoną i Córką. Ostatecznie po interwencji i prośbach Żony udaje mi się do Nich dołączyć. Lecimy, ale nadal jesteśmy pełni obaw, co zastaniemy w Benghazi, zbliżamy się przecież znacznie do granicy z Egiptem- punktem zapalnym konfliktu.

Lądujemy, nareszcie jesteśmy w domu, ale nadal niepewni sytuacji w mieście. Na lotnisku nie widać wojska, normalna odprawa.

Mój samochód na parkingu mocno zakurzony, pewno było gibli. Zapala za pierwszym razem, wierny „garbusek”.

W drodze do miasta brak jakichkolwiek oznak stanu wojennego. Żadnych śladów z atmosfery wojennej w Trypolisie, przyjemnie ciepło, sucho i bez much.

Przed domem rozpakowuję samochód. Arabscy sąsiedzi pytają nas o wrażenia z urlopu, dziadek ze sklepiku naprzeciwko pozdrawia - „Kefalek enta”, wszystko po staremu. Postanawiamy się zrelaksować i odreagować ostatnie dni. Jedziemy nad morze. Co za wspaniała kąpiel, morze to najlepsze lekarstwo na stres.

Następnego dnia w pracy wypytuję kolegów jak tu przebiegał stan wojenny, nie bardzo wiedzą, o czym mówię. Tu jest cisza i spokój. Moi egipscy koledzy są pełni niepokoju, czy ten konflikt nie pozbawi ich pracy?

Za kilka dni wojna się skończyła, nie wszyscy wiedzieli, że była.

 

Artykuły powiązane

DOŁĄCZ DO NAS
 

Inne historię Autora:

Komentarze 

 
# Krystyna Sokulska 2011-02-14 14:42
Niesamowite, a mógłby Pan napisać kiedy to dokładnie było? W latach siedemdziesiąty ch działo się sporo takich rzeczy
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 
 
# woytek 2011-02-25 16:53
Data jak przy tytule
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież


Zgłoś nadużycie