- Ostatnia szansa na szczesliwe zycie.
- Range Rover ma 40 lat
- Z motyką na słońce lub z książką przez świat
- Historie zza biurka
- Stracona Niedziela
- Koniec roztańczonego anioła
- Dzięki niemu żyją miliony
- Na wolności (video) cz5
- antykomunistyczna młodość i obóz w Jaworznie (video)
- Wieżień polityczny (video) cz3
- Rodziny więźniów politycznych (video) cz4
- Aresztowanie i śledztwo (video) cz2
- Wspomnienia z zesłania (video)
- Działalność antykomunistyczna-opór (video) cz1
- MOJE MIASTO - WSPOMNIENIA
- Życzę powodzenia na tym nowym ?swoim?. Praca wydaje się karkołomna, ale chy... Więcej ...
- Z cyklu zadziwiające spotkania: Amerykanin na granicy rumuńsko ? ukraińskie... Więcej ...
- Zgadzam się, że Pomorze to świetne miejsce dla kajakarzy. Nie trzeba nawet ... Więcej ...
- Isadora Duncan to również mistrzyni PR, tak byśmy dziś o niej powiedzieli. ... Więcej ...
- W Poznaniu znajduje się nie czołg tylko działo pancerne StuG IV. Z gdańskim... Więcej ...
- No - bardzo to ładne))) Więcej ...
- Pewnie! Można go - odrestaurowaneg o, oglądać w Muzeum Broni Pancernej w Po... Więcej ...
| Wpisany przez Waldemar Dowgiert |
| piątek, 25 czerwca 2010 13:25 |
|
Po raz pierwszy w Pruszczu byłem w 1958 roku. Przyjechałem z mamą, która w Urzędzie Powiatowym załatwiała jakieś sprawy. Kiedy mama, była w budynku Urzędu , ja siedziałem na ławeczce przed nim i patrzyłem się na miasto które wyglądało całkowicie odmiennie niż miejscowość w której mieszkaliśmy. Bardzo mi się tu podobało. Potem przyjeżdżaliśmy tu wielokrotnie. Dziś wspominam z rozrzewnieniem już samą podróż, kiedy to bladym świtem wyruszaliśmy ze Stegny kolejką wąskotorową do Gdańska z przeprawą w Mikoszowie przez Wisłę. Dworzec kolejki mieścił się wtedy w rejonie dzisiejszego stadionu GKS-u . Bardzo dokładnie utrwaliła się również w mojej pamięci podróż statkiem ,który płynął ze Sztutowa, rzeką Szkarpawą , a następnie Martwą Wisłą. Cumowaliśmy w miejscu gdzie obecnie jest restauracja „Kubicki”.. Potem jechaliśmy tramwajem do Oruni . Tam wsiadaliśmy do pociągu który miał takie „dziwne” wagony, i nim dojeżdżaliśmy do Pruszcza. W czasie tych pobytów chodziliśmy zawsze na obiad do restauracji przy skrzyżowaniu ulic Grunwaldzkiej i Chopina, naprzeciwko której było targowisko z kolorowymi straganami. Obiad zjadałem szybko bo zaraz potem szliśmy do tych straganów i nigdy nie zdarzyło się, żebym nie dostał jakiegoś prezentu. Pomimo trudów jakie musiałem znosić będąc 6 latkiem w trakcie takiej wyprawy, przyjeżdżałem tu chętnie. 2 grudnia 1975 roku, jako świeżo upieczony pilot, zameldowałem się do służby w 49 pułku lotnictwa wojsk lądowych. (tak wówczas się nazywał). Kiedy wraz z całym swoim dobytkiem opuściłem pokład IŁ-a 14 i stanąłem na płycie lotniska zobaczyłem bezkresną równinę pól ograniczoną od zachodu linią kolejową i wzgórzami. Gdzież jest ten Pruszcz jaki zapamiętałem? - pomyślałem. Przez kilka kolejnych dni szukałem obrazów, które utrwaliły się w mojej pamięci z dzieciństwa. Przed Urzędem Powiatowym nie było już ławeczki , na której to spędziłem co najmniej kilka godzin. Za to na zapleczu budynku, gdzie kiedyś były łąki wyrosło nowe osiedle mieszkaniowe, jakże odmienne w swojej architekturze od tych drewnianych ładnych domów, którymi jako chłopiec tak się zachwycałem. Placyk gdzie stały kolorowe stragany świecił pustką i teraz wydawał się znacznie mniejszy. Restauracja , w której jadałem z mamą obiady tętniła co prawda życiem ale już w innym wystroju i nie było tego stolika przy oknie, przy którym najczęściej siadaliśmy. „Kocie łby” na ulicy Chopina oraz kostkę brukową na Grunwaldzkiej i Wojska Polskiego pokrył asfalt. Jak się później dowiedziałem stało się to za sprawą wizyty Prezydenta Francji Charles de Gaulle-a Ogromną uciążliwością dla mieszkańców rozbudowującego się osiedla , ulokowanego po wschodniej stronie linii kolejowej , był ciągle zamknięty przejazd przez tory i brak przejścia tunelem z dworca. Z przerażeniem obserwowałem jak ludzie skracając sobie trasę do domów przechodzili przez stojące składy pociągów towarowych, nie wiedząc przecież w jakim momencie one ruszą . W styczniu 1976r przybyła do Pruszcza moja żona. Pamiętam jak wówczas pełna troski i wątpliwości zadała mi pytanie :„Jak my sobie tu poradzimy, jak będziemy tu żyć”? Odpowiedziałem jej wtedy, nie tylko dla pocieszenia ale z wewnętrznym przekonaniem. Marysiu, to jest miasto które będzie się bardzo szybko rozwijało, ludzie młodzi , tacy jak my, znajdą tu swoje miejsce. Nie przypuszczałem, że oboje będziemy mieli szansę i zaszczyt do tego rozwoju się przyczynić. Nie mogłem też sobie wyobrazić, że dynamika rozwoju będzie tak ogromna, iż zaistnieje konieczność budowy w mieście kolejnego, drugiego wiaduktu. W lipcu 1994 roku Rada Miasta powierzyła mi pełnienie funkcji burmistrza. Zostałem wybrany z poza członków rady. Byłem zaszczycony. Czułem ciężar odpowiedzialności i zadawałem sobie pytanie: czy aby zdołam podołać ciążącym na mnie obowiązkom. Od 1975 roku wiele się w moim życiu zmieniło, a także zmienił się Pruszcz. Odszedłem ze służby w lotnictwie, ukończyłem Uniwersytet Gdański . Stałem się szczęśliwym ojcem dwóch córek, pracowałem jako nauczyciel ucząc młodych pruszczan informatyki i fizyki. Obydwoje z Marią zapuściliśmy tu korzenie mówiąc wszystkim i wszędzie, „nasz Pruszcz”, u „nas w Pruszczu”. Znaleźliśmy tu swoje miejsce. Pruszcz zaś przeżywał swój rozkwit niczym dorodny kwiat. Po wschodniej stronie magistrali kolejowej i Raduni wyrosło największe w Polsce osiedle domków jednorodzinnych. Zamieszkało w nim 10 tysięcy mieszkańców. W miejscu przejazdu, który był kiedyś udręką dla mieszkańców, wybudowano wiadukt. Z dworca natomiast można było już bez narażania zdrowia i życia przejść tunelem na drugą stronę miasta. W budowie była czwarta szkoła podstawowa . W mieście znajdowało się wiele przedsiębiorstw dających pracę mieszkańcom Pruszcza, Gdańska i okolicznych miejscowości. Przemiany ustrojowe, uzyskanie wolności i powołanie w roku 1990 samorządu terytorialnego przyczyniły się do jeszcze większego przyspieszenia rozwoju. Wyzwolony został intelektualny potencjał jego mieszkańców, ludzi młodych, dobrze wykształconych, którzy zdecydowali się tu mieszkać i realizować swoje marzenia. Ich zaangażowanie w tworzenie nowej rzeczywistość i dbałość o losy miasta było ogromne. Bardzo szybko postępowała prywatyzacja przedsiębiorstw, powstawały nowe podmioty gospodarcze. Rada Miasta I kadencji skupiła się na prywatyzacji oraz rozpoczęła budowę infrastruktury komunalnej. Zadaniem strategicznym była budowa kanalizacji sanitarnej. Przedsięwzięcie to pod względem finansowym i organizacyjnym przerastało możliwości realizacji w okresie jednej kadencji. Wytyczne do mojej pracy wynikały z 21 punktowego programu wyborczego, który postanowili w tej kadencji zrealizować radni. Zawarto w nim takie cele jak dokończenie budowy kanalizacji, likwidację źle prowadzonego wysypiska śmieci, pozyskanie terenów pod nowy cmentarz komunalny, budowę i remonty nawierzchni dróg, powiększenie zasobów mieszkań komunalnych i usprawnienie administrowania tymi zasobami. Rozwój i przejęcie oświaty, utworzenie straży miejskiej i wiele innych ważnych zadań . Żałuję bardzo, że nie zostawiłem sobie tego dokumentu dla pamięci potomnych. Szkoda. Za sukces uznaję to, że treść wielu zapisów z tego dokumentu znalazło się w Uchwale Rady Miasta, która była dla mnie bardzo ważna a jej numer pamiętam do dziś- „162”. W uchwale tej Rada określiła strategiczne i główne kierunki działania na lata 1994-1998. Uznaję, że dokument ten był jednym z dwóch istotnych czynników przyczyniających się do spokojnej i wydajnej pracy nad rozwiązywaniem najistotniejszych problemów .. Drugim czynnikiem mającym wpływ na przebieg pracy byli moi zastępcy . Władysława Bogacka I Stefan Skonieczny. Reprezentowali odmienne „opcje”. Stąd ich wizja sposobu rozwiązania problemów była w niektórych przypadkach odmienna. Pomimo sporów, ścierających się poglądów udawało nam się uzyskiwać consensus i sprawnie realizować już wspólne zadania. Strategię rozwoju naszego miasta opatrzyliśmy trzema hasłami. Pierwsze brzmiało: „Pruszcz jest południową bramą do Gdańska”, bo ktokolwiek zechce do niego dotrzeć bez względu na to czy autem czy koleją , jadąc z południa Polski czy południowej Europy, zmuszony jest do przejazdu przez Pruszcz. Obligowało nas to dodatkowo do nadania miastu odpowiedniej rangi poprzez szczególną dbałość o jego wygląd i charakter. Liczne wystąpienia i artykuły w prasie na ten temat miały wpływ na przekonanie Pruszczan , że nasze miasto musi zmienić swoje oblicze.. Stąd też dzięki wysiłkom całej społeczności piękniało ono z dnia na dzień. Drugie hasło brzmiało: „jesteśmy częścią wielkiej aglomeracji trójmiejskiej,” musimy zatem być komplementarni wobec potencjału gospodarczego Gdańska i Gdyni i musimy z samorządami tych miast współpracować. Stąd nasz udział w budowie oczyszczalni ścieków „Gdańsk_Wschód”, korzystanie z wysypiska odpadów w Szadułkach, komunikacja miejska itp. Mówiliśmy przy tym -nie twórzmy barier dla naszych mieszkańców, ale też nie dopuśćmy do tego żebyśmy się stali wielką „sypialnią” tejże aglomeracji. Dbajmy o naszą tożsamość i więź mieszkańców ze swoim miastem. Stąd „Dni Pruszcza”, ale też i obecnie budowa Faktorii, wystawa archeologiczna w urzędzie, powstanie i rozwój Centrum Kultury i Sportu i wiele innych przedsięwzięć. I trzecie hasło, które aktualne jest do dnia dzisiejszego. „Zrównoważony rozwój miasta”. Rozumieliśmy to tak: dbajmy o rozwój gospodarczy ale nie zapominajmy o naszych szkołach, poziomie nauczania, budownictwie mieszkaniowym, komunikacji i kulturze. Pamiętam i mam z tamtego czasu wycinek z gazety. Pan redaktor Wawrzyniec Rozenberg, kiedy mówiłem mu o tym iż niedługo przy ulicy Zastawnej powstaną nowe przedsiębiorstwa i będą nowe miejsca pracy wywiózł mnie na łąkę w miejsce gdzie dzisiaj stoi Cargill, zrobił mi tam zdjęcie i powiedział ..”no to do tych obietnic jeszcze wrócimy. No cóż, kto obecnie przejeżdża ulicą Zastawną to widzi jak jest. Na rozkwit przedsiębiorczości i dynamiczny rozwój miasta główny wpływ miało to, że przez te 5 kadencji była stabilizacja władzy i kontynuacja rozpoczętych przedsięwzięć. To dawało Nan wielokrotnie wysokie lokaty w rankingu miast sprzyjającym inwestycjom. W kadencji kiedy burmistrzem był Pan Jan Konopka rozpoczęto budowę kanalizacji. W kadencji w której ja pełniłem tą funkcję – ją skończyliśmy. Myśmy uchwalili szczegółowy plan zagospodarowania śródmieścia i uzbroili teren a kończy to dzieło Pan Burmistrz Janusz Wróbel. Pan burmistrz Andrzej Gajos zapoczątkował prace studyjne na budową drugiego wiaduktu a burmistrz Janusz Wróbel przekazał plac budowy wykonawcy. Tą ciągłość zawdzięczamy przede wszystkim ludziom którzy podjęli się pełnienia funkcji w Radzie Miasta. Wielu z nich - posiadających prestiż i szacunek mieszkańców -uczestniczy w pracach rady od pierwszej kadencji. Bardzo się cieszę, że mogłem ich poznać i przez 4 lata z nimi pracować. Największą satysfakcję mam z tego, że wraz z nielicznymi udało mi się przekonać liczniejszych do koncepcji spożytkowania wolnego terenu w środku miasta i, że dzięki temu mamy z prawdziwego zdarzenia śródmieście. Smuci mnie natomiast to, że pozyskany od Agencji Mienia Wojskowego Garnizonowy Klub Oficerski z salą widowiskową i kinem na 260 miejsc ,nie został wolą Radnych przyjęty na stan mienia komunalnego i trafił w inne ręce.
Autor: Waldemar Dowigiert DOŁĄCZ DO NAS |
Zgłoś nadużycie




