KOMENTARZE
  • Cegielski urodził się w Ławkach koło Trzemeszna a nie w Gnieźnie Więcej ...

  • Przeczytałam Wasze -Kochane Druhny i Druhowie -wspomnienia. Przy wielu wzru... Więcej ...

  • fajna ta remiza Więcej ...

  • Jestem bylą mieszkanką Wiśliny ,i bardzo się cieszę ,że mogłam poznać histo... Więcej ...

  • Bardzo ciekawy pomysł na opisanie życia brygidek. I myślę, że potrzebny. Sa... Więcej ...

  • W Poznaniu znajduje się StuG IV ,Panzer IV został wykopany w tym roku w kwi... Więcej ...

  • super Więcej ...

Krzyż z kwiatów
PDF Drukuj
Wpisany przez darek   
wtorek, 20 kwietnia 2010 15:30

 

Niedawne tragiczne wydarzenia sprawiły, że tłem wielu medialnych informacji i relacji na żywo, był rejon wokół Pałacu Prezydenckiego, Krakowskiego Przedmieścia i Placu Piłsudskiego w Warszawie. A mnie w tym wszystkim przypomniały się wydarzenia związane z tymi miejscami, sprzed niemal trzydziestu lat.

Otóż w latach trwania stanu wojennego (1981-1983), letnie wakacje, jak co roku, spędzałem u ciotki w Warszawie. Jako ze wychowywałem się w rodzinie o tradycjach patriotycznych, ciotka nie zaniedbywała mojej edukacji w tej dziedzinie. A stolica w tamtym okresie nadawała się do tego jak mało które miasto. W sierpniu, w kolejne rocznice Solidarności odbywały się wiece, marsze i zadymy, związane z obchodami niedawnego wszak Sierpnia oraz skierowane przeciwko peerelowskiemu reżimowi. Ciotka uczestniczyła w tych wydarzeniach, a ja razem z nią. I mimo że miałem nie więcej niż 13-14 lat, brałem udział w zadymach z wielką ochotą.

A okazji do zadym było wiele, każdego dnia. Punktem centralnym tych zdarzeń był ówczesny Plac Zwycięstwa, dziś Plac Piłsudskiego, przed Grobem Nieznanego Żołnierza. Setki ludzi gromadziły się żeby powiecować, pośpiewać pieśni patriotyczne albo pomodlić się w intencji wolnej Ojczyzny. I ci wszyscy ludzie przynosili na Plac bukiety kwiatów. Z tych kwiatów i zniczy układano codziennie ogromny krzyż, który z wielka wytrwałością odpowiednie służby likwidowały niemal co noc. Krzyż zawsze rozkwitał za dnia i stał się swoistym symbolem społecznego oporu.

Czasem zdarzało się, że ZOMO rozpędzało manifestantów i w czasie jednej z takich akcji milicyjne kordony rozdzieliły mnie i ciotkę. Ona trafiła na dołek przy ulicy Rakowieckiej z ekipami francuskiej i włoskiej telewizji, a ja porzucawszy trochę kamieni znalazłem nocleg u innego nastolatka, który akurat był sam w domu, bo jego rodzice wyjechali gdzieś w odległą delegację. Przekimała się nas u niego całkiem spora grupa. Nazajutrz ciotka została zwolniona do domu, a ja także w końcu tam dotarłem. To był dla mojej ciotki bardzo nerwowa noc, ale wszystko skończyło się szczęśliwie.

Z tamtego okresu pamiętam rozmaite obrazki, takie jak na przykład kierowca miejskiego autobusu kursujący po Krakowskim Przedmieściu i rozrzucający przez okno swojego pojazdu ulotki. Milicja rzuciła się za nim w pościg i pewnie go schwytała. Najprawdopodobniej do pracy już nie wrócił a kolejne tygodnie, a może lata spędził za kratkami. Pamiętam tłumy ludzi ustawione wzdłuż Krakowskiego i skandujące do przejeżdżających milicyjnych suk „Gdańsk, Warszawa, wspólna sprawa!”. Pamiętam jak z tych suk wyskakują zastępy uzbrojonych w długaśne „lole” zomowcy, pamiętam zachodnich turystów zszokowanych po środku rebelii.

Po kilku latach tradycja krzyża z kwiatów jakoś zanikła chyba, albo po prostu nadszedł przełom i ten symbol stracił sens i znaczenie.

Pamiętam tylko, ze w tamtych dniach miałem poczucie, że wszyscy Polacy stanowią siłę i jedność. Od dawna już wiem, że bardzo się myliłem.

Artykuły powiązane


Google Map
ContentMap by Turismo.eu

DOŁĄCZ DO NAS
 

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież


Zgłoś nadużycie