
Historia mojego psiego zaprzęgu
Urodziłem sie w 1977 roku.Ojciec Robert i matka Salomea to artyści plastycy, ja ich tropem poszedłem w 1997 roku zdając z wyróżnieniem do wyższej szkoły artystycznej Akademia Multimedialna na wydział grafiki, ale po dwóch latach zapał odszedł.Zdążyłem zrealizować dwie wystawy swoich prac graficznych w klubach trójmiejskich , a kilka prac posprzedawałem, nawet jedną na okładkę płyty zespołu Heavy Metallowego.Potem uciekłem do Akademii Marynarki Wojennej na kierunek pedagogiki na wydziale nawigacji i uzbrojenia okrętowego.Rodzina ?- ze znanych to delegat rządu polskiego z "procesu szesnastu" wuj Adam Bień, ponadto wuj Yacta Oya - indianista i pisarz. Mam sześć lat młodszego brata, który idzie moim tropem.W 1992 zacząłem uprawiać amatorsko kolarstwo górskie, potem przez wiele lat nurkowałem, miedzy czasie zacząłem sie wspinać , penetrowac jaskinie (speleologia) pracowac jako pracownik linowy, w 1998 roku założyłem firme Traczer zajmujaca sie sportami extremalnymi pracujaca z trudna młodzieża i w zakresie teambuildingu dla firm, ale interes padł kilka lat temu. Od 1998 roku nieprzerwanie mojemu życiu towarzyszy dziwny zbieg okoliczności, który przynajmniej raz w roku stawia mnie w sytuacji , w której muszę komuś pomóc w sposób dosłowny- fizycznie ratując, czy to reanimując po wypadku, odcinając ze stryczka czy pomagać w innej drastycznej sytuacji.Przyzwyczaiłem się do tego, jest to jakby wpisane w scenariusz.
Mushing (sport zaprzęgowy) rozpocząłem w 2002 roku i az do konca 2006 roku startowałem zaprzegiem 2, 4, 6 a czasem 8 Syberyjskich Huskich. W tym czasie zdobyłem tytuł Mistrza i wicemistrza Polski, kilkakrotnie wygrałem Puchar Polski.Ale ściganie na psach tradycyjnych, rasowych północnych szpicach nie było łatwe, ze względu na ich cieżką do opanowania psychikę i wcale nie najlepsze możliwości fizyczne.OD 2005 roku powli zacząłem powiększać stado idąc w kierunku doskonałych i stworzonych do tego sportu psów (wbrew ogólnemu przekonaniu) greysterów (mixów wyżła i charta) oraz eurodogów mixów greystera i alaskan huskiego.
Startowałem też w bikejoringu (sprint kolarza i psa do 10km, średnie prędkości około 40km/h w terenie)z moim pierwszym psem, genialnie biegajacym wyżłem niemieckim o imieniu Cezar, który biegał w bikejoringu, w zaprzęgu 2 lub 4 psów, a także potrafił towarzyszyć mi podczas moich nurkowan pływając czasem po godzinie na powierzchni wody, czekając aż się wynurzę.Niestety "umarło się " chłopakowi w listopadzie 2007 roku, miał 16 lat. Przez mój zaprzęg w tym czasie przewinęło sęe wiele psów treningowych, pożyczanych od moich znajomych; syberian husky, psy grenlandzkie, wyżły oraz różne mixy..Pamiętam jak mieszkając jeszcze w bloku potrafiłem spędzić kilka godzin w aucie jeżdżąc po mieście i zbierając moje psy treningowe od znajomych, potem był 30 minutowy trening i ponowie odwożenie psów, a następnego dnia to samo.Nie wiem skąd miałem wtedy tyle samozaparcia.W 2005 roku uciekłem na wieś i tam tak naprawde zaczęła się systematyczna i stabilna praca treningowa, jednym torem musiałem prowadzić swój induwidualny trening,a drugim przygotowac psy- psyhicznie, mentalnie i fizycznie.Prawie nie ma dnie bez treningu, objętość tlenowa, wytrzymałość siłowa, szybkość a to wszystko wprowadzane w treningach metodami ciągłymi, interwałowymi czy powtórzeniowymi.Mógłbym pisać kilka dni aby zgłębić temat diety i treningu psa sportowego.

Pierwszy spektakularny sukces odniosłem jesienią 2007 roku kiedy to pokonałem na Mistrzostwach Europy legendę sportu zaprzęgowego Norweżkę Lene Hillestad Boysen (laureatke do wpisu księgi rekordów guinesa za ilość wygranych wyścigów) 12 sekund po dwoch wyscigach tyle osądziło o złotym medalu w klasie 4 psów, pierwszym i to na 30 urodziny.To był szok w świecie zaprzęgowym, ale miesiąc później poszedłem za ciosem i w Niemczech na Mistrzostwach Europy w bikejoringu (kolarz i pies zaprzęgowy) zdobyłem drugie złoto.
W 2008 i 2009 roku powtórzyłem sukces w bikejoringu, a w klasie zaprzęgowej z 4 psami w 2008 zdobyłem srebro. Rok 2009 to był przełom, zapożyczając się wyjechałem jako pierwszy w historii Polak ze swoim psim zaprzęgiem do Kanady na Mistrzostwa Świata, byłem 11 ścigając się przy temperaturach -30 a nawet - 48 stopni celcjusza.Jako jedyny wystartowałem na 3 psach bo niestety czwarty pies okulał. Niezadowolony z wyniku przygotowałem drugą wyprawę i w październiku ponownie byłem w Kanadzie tym razem na Mistrzostwach Świata, ale w drylandzie (czyli bez śniegu na specjalnych trójkołowcach) i tu nauczyłem miejscowych naszego hymnu- dwa razy złoto na ich podwórku w klasie 2 i w klasie 4 psów. Pamiętam jak tuz przed pierwszym etapem zawodnicy z USA zapytali mnie "sorry, ale dlaczego ktoś z Polski tu przyjechał?po co?".
Po pierwszym etapie przyszli do mnie i powiedzieli "wiesz, my już wiemy gdzie leży Polska".

To był zaszczyt stać na podium wśród ludzi o których kiedyś czytalem, słuchałem, których podziwiałem i których podglądałem dążąc do sukcesu, a teraz to oni podpytują mnie o metody treningowe czy dietę.
Dopiero co wróciłem z Mistrzostw Europy na śniegu w Wiśle, które jak na tą dyscyplinę sportu odbily się dużym echem w mediach, zdobyłem dwa razy srebro w klasie 4 psów, w jeździe indywidualnej na czas i w starcie masowym. Ale najwazniejsze , że udowodniłem swoją wszechstronność, bo w jednym sezonie zdobyłem wyscigi bezśnieżne i snieżne.
Kilka wyscigów w skandynawii, w Alpach Francuskich wieleetapowe sprinty czy zawody u naszych sąsiadów nie mają znaczenia dla moich psów, one angażują się w bieg tak samo na moim podwórku pod Pruszczem Gdańskim.
"Zszedłem na psy" odpowiadam gdy ktoś mnie pyta po latach co teraz u mnie, "tak biegam sobie z pieskami, czasem ponad 50km/h bez mozliwości zahamowania" ....:)
Igor Tracz
oraz : Doda, Era, Nella, Ozzi, Barbie, Tanto, Feergy, Max, Peet, Nergal, Krakers, Lilou
www.igortracz.blog.pl

DOŁĄCZ DO NAS 
|