JoomlaStats Activation
- Ąśram - wakacje z medytacją.
- Jesienna Poezja - sardyński likier z jagód
- Parowozy dymiące historią.
- Exploseum. Wybuchowa historia Bydgoszczy.
- Będomin Batalia Napoleońska 2011
- Jeep safari
- Mój pierwszy raz w Turcji
- Jachcice. Historia pewnej dzielnicy.
- O człowieku, który umiał obserwować.Tiziano Terzani.
- Osama bin Laden prywatnie. (cz.2)
- Osama Bin Laden prywatnie. (cz.1)
- Kanaryjskie szaleństwo
- Ściąga. Hiszpania ? Portugalia w 12 dni (cz.2)
- Ściąga. Hiszpania - Portugalia w 12 dni (cz.1)
- Święta głowa i nieczysta stopa. Niezwyczajne zwyczaje.
- Cegielski urodził się w Ławkach koło Trzemeszna a nie w Gnieźnie Więcej ...
- Przeczytałam Wasze -Kochane Druhny i Druhowie -wspomnienia. Przy wielu wzru... Więcej ...
- fajna ta remiza Więcej ...
- Jestem bylą mieszkanką Wiśliny ,i bardzo się cieszę ,że mogłam poznać histo... Więcej ...
- Bardzo ciekawy pomysł na opisanie życia brygidek. I myślę, że potrzebny. Sa... Więcej ...
- W Poznaniu znajduje się StuG IV ,Panzer IV został wykopany w tym roku w kwi... Więcej ...
- super Więcej ...
| Wpisany przez Łuki |
| wtorek, 02 lutego 2010 10:30 |
|
Zmianę przyniósł dopiero rok 44. Kiedy we wsi gruchnęło, że zbliżają się sowieci, kobiety w przerażeniu przebierały się w szmaty mężczyzn, smarowały twarz sadzą i związywały ciasno włosy. Młode dziewczyny chowano po piwnicach i składzikach. Wszyscy pamiętali jeszcze ostanie spotkania z bolszewikami w czasie poprzedniej wojny. Ulgę przyniosła dopiero wiadomość, że Rosjanie mają zakaz grabieży i gwałtów na terenach polskich, żeby nie prowokować zajść z polskimi żołnierzami. Sowieci i tak im niedowierzali. W nagrodę, obiecano im całkowitą bezkarność na terenach niemieckich. Nie wszyscy jednak wytrzymali i we wsi zdarzył się gwałt. Pokrzywdzona dziewczyna poskarżyła się sowieckiemu oficerowi, a ten ustawił w rzędzie, na środku wsi kilkunastu podejrzanych. Dziewczyna miała wskazać winnego. Kiedy to zrobiła, oficer wyjął pistolet i przy wszystkich, bez sądu i przesłuchania strzelił oskarżonemu w głowę. Tak wyglądała sowiecka dyscyplina. Żołnierzy zakwaterowano po domach w całej wsi. Spali pokotem po podłogach, jeden koło drugiego. Wyjadali wszystko co tylko się dało. Stary żołnierz kwaterujący w domu pradziadka mojego syna przyglądał się przyjaźnie jego małej córeczce. Brał na kolana, zagadywał i opowiadał, że ma taką samą. Dlatego kiedy dziecku zginęły jedyne zimowe buty, od razu było wiadomo gdzie ich szukać. Przydało się doświadczenie z poprzedniej wojny. Pradziadek mojego syna bez ceremonialnie zrobił wszystkim sowietom kipisz worków i w rozsypanych na podłodze zegarkach, szmatach, słoninie znalazł buty swojej córki. Takie ciepłe, zimowe buty dziecięce, były prawdziwym skarbem. Po przejściu frontu cała rodziną wrócili do Gdyni. Znów trzeba było zaczynać od nowa.
Prawnuk mojego dziadka, w wieku 44 lat będzie miał już pewnie dzieci na studiach, albo tuż przed maturą. Urodzone w szpitalnych warunkach, przez cale życie otoczone opieką lekarską i nowoczesną medycyną, będą pewnie zdrowe i silne. Jego największym zmartwieniem, będzie pomoc w wyborze studiów, albo dobrego pomysłu na życie. Zacznie myśleć o tym, które z nich przejmie po nim prosperujący interes. Czy samo z siebie, z pasją włączy się w rozwój tego, co on sam przez lata budował od podstaw.
Po powrocie do Gdyni szukali dawnych znajomych i rodziny. Wymieniali się opowieściami, wspomnieniami. W pamięci szczególnie utkwiło migawka z „wyzwalania” Gdyni. Polacy, którzy przetrwali w Małym Kacku, chowali się przed wyzwolicielami po piwnicach. Na powitanie towarzyszy wyszli tylko komuniści, którzy przed wojną przemykali się 1 maja po bramach. Kilka kobiet i mężczyzn stanęło z czerwoną flagą przy drodze, którą jechały czołgi. Szczęśliwi, pokrzykując radośnie machali do czerwonoarmistów. Nawet kiedy kolumna gwałtownie stanęła i z czołu wyszli żołnierze, nic nie zaburzyło ich radości. Sowieci rozebrali mężczyzn do naga, zabrali im ubranie i kopniakami przegonili. Kobiety zgwałcili. Miały szczęście, że przeżyły. Cała dzielnica długo śmiała się z komunistów, którzy dostali przedsmak prawdziwego komunizmu.
Pradziadek mojego syna zamieszkał w Orłowie – peryferyjnej, pięknej dzielnicy Gdyni. Jego brat - w sklepie, który znowu otworzyli. Trzeba było wracać do normalności, a oni znali tylko taką. Którejś nocy do sklepu włamał się złodziej. Przepłoszony przez obudzonego właściciela rzucił się do ucieczki, ale brat pradziadka nie odpuszczał. Dopadł go na ulicy, pobił dotkliwie i obezwładnił do czasu przyjazdu milicji. Następnego dnia do sklepu przyjechał samochód i dwóch panów zabrało go na UB. Nie rozumiał czego od niego chcieli, do chwili kiedy pokazano mu złodzieja. Był dwa razy wyższy i dwa razy szerszy od niego. Jego zaciekłość i skuteczność w obezwładnieniu bandziora zaimponowała milicjantom. Zaproponowali mu wstąpienie na służbę. Odmówił. Długo potem wspominał krzyki bitych ludzi, które słyszał na korytarzu kiedy wyprowadzali go na zewnątrz. Walka o handel ostatecznie zakończyła ich młodzieńczy sen o nowym życiu w nowej Gdyni. Pradziadek mojego syna podjął pracę w zakładach rybnych Arki, ale jego brat nigdy się nie poddał. Samotny do końca życia, prowadził mały sklepik na ulicy Warszawskiej, kilkaset metrów od dworca kolejowego i torów, po których jego brata gonił samotny Messerschmitt. Pradziadek mojego syna zmarł w 1971 roku, w trzy miesiące po przyjściu na świat autora tej historii. Zostało po nim kilka zdjęć, zegarek Baltica i garść wspomnień. We wszystkich przewijał się ten sam szczupły, jasnowłosy chłopak, który zawsze był duszą towarzystwa, pełen humoru, mimo – a może właśnie dlatego, że wszystko zaczynał w życiu trzy razy i kilka razy otarł się o włos od śmierci. Jego prawnuk w tym wieku – pewnie zdrowy i silny dzięki postępom medycyny – zacznie być może nowe życie gdzieś w najlepszym klimacie kuli ziemskiej. Kwitnący interes zostawi dzieciom, a sam będzie żył z dywidendy. Tak jak powinien zrobić jego pradziadek równe sto lat wcześniej . DOŁĄCZ DO NAS |
Zgłoś nadużycie




Komentarze